niedziela, 27 lipca 2014

Dress in 50's style!

Pewnego dnia pojawiła się myśl. A że u mnie od myślenia do realizacji niedługa droga, to kiedy tylko nadarzyła się okazja przystąpiłam do działania.

Myśl: sukienka retro

Realizacja: pojęcia nie mam! :p

Etap pierwszy: poszukiwanie materiału.
Wyglądało to tak: przechodziłam obok second handu i pomyślałam: "potrzebuję materiału w kwiaty, ilość ogromna". Weszłam, a on tam leżał! Na samym wierzchu kosza. I kosztował 17 zł! "Czary"-pomyslałam, a zaraz potem przypomniała mi się moja koleżanka, która twierdzi, że jeśli się czegoś bardzo chce, to wystarczy o tym myśleć! (Tak, tak- to o Tobie moja Droga!)

Etap drugi: szukanie wykroju.
Zaczęłam buszowanie po internetach w nadziei, że znajdę wykrój wymarzonej sukienki. Niestety coś zawsze mi nie pasowało: a to dół inny, a to z paskiem, a jak uszyć rękawy... Ach, no i trzeba jechać do centrum i ten wykrój wydrukować... Tak więc, długo nie myślałam: postanowiłam, że zrobię go sama!

Etap trzeci: jak zrobić wykrój?!
Wbrew moim oczekiwaniom, wraz z okrzykiem: "zrobię go sama!" nie spłynęła na mnie wiedza krawiecka wszystkich pokoleń :D Zaczęłam liczyć, nie wiedząc zupełnie, co mi z tego wyjdzie.





Spódnicę z koła już szyłam KLIK więc wiedziałam, że wystarczy zmierzyć obwód talii, a następnie podzielić go przez dwukrotnie pomnożoną liczbę pi. (Matko! Jak to mądrze brzmi!) Jeśli chodzi o górę to był miks: mierzenia siebie, oglądania sukienek z szafy oraz próby sensownego połączenia wszystkich poczynionych obserwacji.

Etap czwarty: tniemy!
Tniemy, ale jeszcze na papierze :) Oto, jak obliczenia zmieniły się w papierową formę:


Kto szył spódnicę z koła, ten wie ile materiału potrzeba! Powiem tak: duuuużo!  I miałam ogromne szczęście, że udało mi się zgarnąć taką ilość za tak małe pieniądze.
W tej sukience starałam się zrobić wszystko to (no może oprócz skoku na bungee), czego jeszcze w swojej krawieckiej karierze nie próbowałam: rękawy, kołnierz, kryty zamek, kieszenie w szwach. I oto, co wyszło! To jak zwykle zdjęcia domowe, ale już niedługo będę mieć dla Was niespodziankę! Aż skaczę z radości! Póki co, cicho sza!

















poniedziałek, 14 lipca 2014

Torba wyjazdowa

 W przerwie między moimi wyjazdami oraz odwiedzinami znajomych, powstała szmaciana torba. Uszyta ze starej, małej zasłonki którą (jeszcze zimą) znalazłam za złotówkę w lumpeksie. To idealny worek podróżny, który przyda się podczas kolejnej wyprawy i pomieści zarówno prowiant, butelkę wody mineralnej, jak i dobrą książkę ;) Z resztek materiału uszyłam zasuwaną na zamek kieszonkę :)

Zasłonka: 



 Torba gotowa!






 Wzmocnione rączki














piątek, 13 czerwca 2014

W maju się działo!

Ostatnie tygodnie, choć były dla mnie niezwykle pracowite (dodatkowa praca i inne perypetie), nie obfitowały w szyciowe dokonania. Mam jednak czym się pochwalić! Na początku maja gościła u mnie Telewizja Szczecin. 

http://www.tvp.pl/szczecin/nasze-programy/zawsze-po-1800/wideo/120514/15178822

Było trochę stresu, ale chyba dałam radę :)
Podczas wizyty uszyłam letnie szorty ze starych, powycieranych na nogawkach, dżinsów. Wystarczyło obciąć, podwinąć, przyszyć koronki i gotowe! Pół godzinki roboty. Ukończone spodenki możecie obejrzeć poniżej.






Początek maja to także udział w konkursie organizowanym przez firmę maszyn do szycia Brother. Na hasło "Przemień ciucha, wygraj overlocka" wszystkie szyjące dziewczyny popędziły do maszyn! :)
Moja przeróbka, choć co prawda nie zdobyła nagrody głównej, to znalazła się na liście wyróżnionych prac.








Ahoj! Takim sposobem stara spódnica i męska koszula zamieniły się w marynarską sukienkę!

Obiecuję szyć więcej, lecz czerwiec u mnie pełen podróży, więc może być trudno.








sobota, 19 kwietnia 2014

135 zł!

Bardzo mi zależało, aby zdążyć z nowym postem jeszcze przed Świętami. Końcówka marca i połowa kwietnia upłynęły na domowych zmianach i porządkach. Zainwestowałam w to całe 135 zł :) Zacznę od tego, że uszyłam zasłony. To chyba najdroższa nowa rzecz, która pojawiła się w moim mieszkaniu, bo za materiał i taśmę zapłaciłam aż 70 zł! Raz się żyje! Taśmę wszywałam po raz pierwszy i wyszło całkiem ładnie, wszystko jest równe i cieszy me oko:)  Dumna jestem też z nowych poszewek na jaśki, bo materiał na nie znalazłam (jak już wspominałam ostatnio) w lumpeksie. Cena jednej poszewki, wliczając koronkowe taśmy to ok 2 zł ;) Poduszki dumnie prezentują się na narzucie, którą kupiłam w sklepie internetowym (do tego mam jeszcze 2 narzuty na fotele, a komplet kosztował 55 zł). Przy wszystkich pracach pomagał mi rzecz jasna kot. W nagrodę dostał nową poszewkę na poduchę i ptaszora, którego zaczepia ilekroć przechodzi obok drapaka.

Drapak przed odświeżeniem: 


W trakcie szycia: 


Tadaaam! :D


Nie ma tak łatwo: za pierwszym razem ptaszor został odgryziony. Teraz już wisi bezpiecznie :)


Gdy drapak gotowy, czas na poduchy!















Podczas przedświątecznego tygodnia trwały prace nad...dywanem :) Rok temu, w wakacje próbowałam uszyć coś podobnego, ale szybko straciłam zapał. Pomysł nie jest mój oczywiście, wiele tego typu prac znajdziecie w internecie. Już mówię, co i jak!
Mam w domu dużo materiałów, które zwyczajnie zalegają w kartonach. Przestałam się już oszukiwać, że coś konkretnego z nich uszyję i wykorzystałam wszystkie skrawki do wykonania dywanu. Pocięłam tkaniny w pasy, a następnie splatając całość w długi warkocz, doszywałam kolejne elementy. Tu akurat odpuściłam maszynie do szycia i zszywałam warkocze ręcznie. Efekt na zdjęciach poniżej. Może nie wyszedł jak z salonu :P Najważniejsze, że będzie grzał stópska i kosztował 0 zł :D

Dość śmieszny sposób, ale pomagał mi kamień, którego dwa lata temu przytargałam w plecaku wprost ze Śnieżki :P








Mój Pomocnik: 



 I gotowe!







A oto zasłony: 




Tak, a to kot, który mi przeszkadza.




Na koniec pochwalę się moim najważniejszym zakupem! Kupiłam sztalugę! 


Ma tylko 10 cm wysokości, ale na początek w sam raz :D